Często słyszymy określenie „klęska żywiołowa", jakby katastrofy, które obserwujemy każdego roku, były po prostu naturalnym biegiem rzeczy. Ale im bliżej się przyglądamy, tym trudniej w to uwierzyć. Nie ma nic naturalnego w tym, że całe społeczności są wielokrotnie zalewane, ponieważ infrastruktura nigdy nie była projektowana z myślą o wytrzymaniu silniejszych burz. Nie ma nic naturalnego w tym, że klasy szkolne zamieniają się w centra ewakuacyjne, ani w tym, że studenci starają się dotrzymywać terminów, podczas gdy ich rodziny odbudowują się po kolejnej stracie.
W wielu lokalnych społecznościach skutki kryzysu klimatycznego nie są już abstrakcją. Przejawiają się w codziennych zakłóceniach, w coraz bardziej niepewnych środkach do życia, w domach odbudowywanych tylko po to, by znów zostać zniszczonymi, w cichej, lecz nieustającej niepewności co do tego, co przyniesie kolejny sezon tajfunów. Na uczelniach rozmowa na ten temat jest często bardziej widoczna. Studenci rozmawiają o zrównoważonym rozwoju, sprawiedliwości klimatycznej i rozwiązaniach w salach wykładowych, ale wychodzą na kampusy, które wciąż zmagają się z odpadami, upałem i ograniczonymi zmianami instytucjonalnymi.
Rośnie świadomość, ale rośnie też frustracja z powodu tego, jak wolno wszystko się zmienia.
Część tej frustracji wynika ze świadomości, że wiele z tych szkód można było zapobiec. Katastrofy kształtowane są przez decyzje: przez to, gdzie i jak budujemy, czy chronimy ekosystemy, czy pozwalamy na ich degradację, kto korzysta z rozwoju, a kto ponosi jego koszty. Podczas gdy społeczności są pozostawione same sobie w procesie adaptacji, odbudowy i zachowania odporności, korporacje nadal przejmują ziemię, wydobywają zasoby i rozszerzają działalność na obszary, które nigdy nie powinny być eksploatowane. Te wybory sprawiają, że już i tak wrażliwe miejsca stają się jeszcze bardziej narażone, a zagrożenia przekształcają się w kryzysy.
Mimo to ludzie nadal działają. W społecznościach widać to wśród sąsiadów, którzy się organizują, wspólnie odbudowują i szukają sposobów na ochronę tego, co mogą. Na uczelniach przejawia się to w inicjatywach studenckich, działaniach rzeczniczych i dążeniu do przekształcenia wiedzy w coś bardziej konkretnego. Praca ta jest często powolna i niewystarczająco finansowana, rzadko też zyskuje należną jej uwagę, ale trwa.
Ta wytrwałość ma znaczenie, ale musi jej towarzyszyć odpowiedzialność. Sama świadomość nie wystarczy, jeśli systemy, które pozwalają na utrzymanie tych warunków, pozostają niezmienione. Pociąganie liderów do odpowiedzialności, domaganie się lepszego planowania, silniejszej ochrony i długoterminowych rozwiązań jest częścią tej pracy, podobnie jak kwestionowanie roli korporacji i inwestycji, które stawiają zysk ponad ludźmi i środowiskiem.
Oznacza to również uznanie, że działanie nie jest odległe ani skomplikowane – tkwi już w naszych codziennych wyborach. Chodzenie pieszo lub wspólne korzystanie z samochodu zamiast podróżowania solo, gdy tylko jest to możliwe. Korzystanie z transportu publicznego i domaganie się, by był bezpieczniejszy, bardziej dostępny i niezawodny. Przynoszenie wielorazowych kubków termicznych, butelek, sztućców i pojemników zamiast plastikowych jednorazówek. Odmawianie przyjęcia plastikowych toreb i przynoszenie ekotorb na zakupy w sklepach lub na targowiskach. Wybieranie produktów z minimalnym opakowaniem lub bez plastiku oraz wspieranie stacji uzupełniania i lokalnych inicjatyw zero waste, gdy są dostępne. Właściwe segregowanie odpadów, kompostowanie odpadów biodegradowalnych, gdy to możliwe, oraz udział w akcjach recyklingu na kampusie lub w społeczności. Ograniczanie zużycia energii poprzez gaszenie świateł, odłączanie urządzeń od prądu i wybieranie energooszczędnych sprzętów. Wspieranie lokalnych i zrównoważonych źródeł żywności zamiast silnie pakowanych lub importowanych alternatyw, gdy to możliwe. Zabieranie głosu w szkołach, miejscach pracy i społecznościach, gdy szkodliwe dla środowiska praktyki są normalizowane lub ignorowane.
Bo chodzi tu nie tylko o przetrwanie tego, co nadejdzie. Chodzi o odmowę normalizowania tego, co nigdy nie powinno być akceptowalne, a taka zmiana zawsze zaczyna się od ludzi, którzy odmawiają odwracania wzroku.


