Bolesna śmierć Alyssy Alano, jej towarzyszy i kilku członków goszczącej ich Nowej Armii Ludowej (NPA) wywołała zaciekłą wojnę propagandową między lewicą a prawicą. Spierają się o to, dlaczego ci aktywiści znaleźli się w Toboso w Negros Occidental (aby prowadzić badania nad ubóstwem wiejskim, czy by zrobić pierwsze kroki ku dołączeniu do partyzantki), o charakter starcia zbrojnego (legalne starcie czy masakra) oraz o to, jakie powinny być konsekwencje (śledztwo państwa i społeczeństwa obywatelskiego czy pochwała dla operacji antypartyzanckiej).
Wymiana zdań została splamiona obelgami i nieodpowiedzialnymi insynuacjami, zwłaszcza ze strony prawicy. Lewica również skwapliwie wyciąga wnioski i potępia. Centrum, jak zawsze, jest zdezorientowane i opłakuje śmierci, błagając rząd o dochodzenie (zakładając, że państwo jest naprawdę obiektywne, czym nie jest), i krytykując pochopne wnioski lewicy.
Lewica zajmuje moralne wyżyny w tych nieprzyjemnych wymianach, gdyż to młodzi ludzie, a nie starzejący się rewolucjoniści, zostali zabici przez rządowe kule. Śmierć Alyssy stała się symboliczna, służąc jako zapalnik dla dyskusji o zaangażowaniu młodzieży w aktywizm i kosztach konfliktu politycznego.
Dla wielu Alyssa i pozostali to nie tylko statystyki; są ucieleśnieniem nadziei, lęków i politycznych wyborów całego pokolenia. Tylko najbezczelniejszy człowiek mógłby cieszyć się z ich śmierci.
Jednak obstając przy tym, że była jedynie niewinną badaczką, korzystającą z prawa do zgłębiania kwestii społecznych, lewica odmawia też przyznania możliwości, że znalazła się w Toboso, by pogłębić swoje polityczne zaangażowanie.
Zamiast stać się Loreną Barros swojego pokolenia, Alyssa jest teraz przedstawiana jedynie jako sumienna studentka UP stosująca swoje umiejętności badawcze wobec pogarszającego się świata wiejskiego. Zamiast być Noną del Rosario czy Nanette Vytiaco swojej epoki, jej admiratorzy kreują ją na zaledwie ciekawą społecznie aktywistkę. I zamiast być radykalną luminarzką swoich czasów, Alyssa jest postrzegana jako dowcipna, zwyczajna Joan, nieodróżnialna od innych bywalców Diliman.
Lewica zmarnowała szansę na przedstawienie Alyssy jako bohaterki, symbolu ruchu na rzecz zmian społecznych.
Ta powściągliwość w nazywaniu Alyssy tym, czym była — aktywistką być może stającą przed wyborem między powrotem na akademię a pójściem na studia prawnicze, lub kimś rozważającym dołączenie do partyzantki — odzwierciedla realne obawy przed etykietowaniem jako czerwonej. Unikanie tego uznania jednak mąci ich przekaz i osłabia publiczną narrację ruchu.
Lewica zaprzecza też sama sobie, co jeszcze bardziej zagmatwa sprawę. Na przykład 1 maja aktywiści świętowali Dzień Robotnika z portretami Marksa, Engelsa, Lenina, Stalina i Mao wyeksponowanymi przed ich marszami. Akademicy i studenci wychwalali Jose Marię Sisona, wygłaszając wykłady na forach i uroczystościach poświęconych założycielowi Komunistycznej Partii Filipin (CPP). Żaden „postępowiec" ani bojownik nie skrytykował zabójstwa przez NPA 74-letniego szpiega w Negros kilka tygodni przed Toboso, ani nie zasugerował, że istnieją inne sposoby niż walka zbrojna na przejęcie władzy.
Lewica nie może mieć ciastka i zjeść ciastka.
Nasuwa to również kolejny zestaw pytań: dlaczego pozwolić prawicy dominować w propagandzie, skoro CPP-NPA deklaruje reprezentowanie interesów biednych i proletariatu? Ewentualnie, dlaczego nie działać zgodnie z żądaniem Marksa i Engelsa zawartym w Manifeście, że komuniści „gardzą ukrywaniem swoich poglądów i celów" i otwarcie „deklarują swoje przekonanie o konieczności obalenia siłą wszystkich istniejących warunków społecznych"?
Istnieje tu precedens. Po krwawych ulicznych bitwach Burzy Pierwszego Kwartału z 1970 roku setki umiarkowanych i apolitycznych studentów radykalizowały się. Przyjęli narodową rewolucję demokratyczną nowej partii komunistycznej i chętnie czytali pierwsze wydania Philippine Society and Revolution (PSR) (wówczas zatytułowanej „On Our Current Crisis") w Philippine Collegian. Wzywali do „wojny ludowej" na terenie kampusu oraz podczas marszów i demonstracji. Przemianowali nawet budynki UP na cześć przywódców CPP Amado Guerrero i Kumander Dante.
Wszystko to czynili pomimo obiektywnego faktu, że CPP była nadal mała, organizacyjnie słaba i w dużej mierze ograniczona do drobnomieszczaństwa.
Był to optymizm woli i pesymizm intelektu w najwyższym wydaniu — coś, z czego Antonio Gramsci byłby dumny.
A kiedy Lorena Barros, Nona del Rosario i Nanette Vytiaco zdecydowały się dołączyć do rodzącej się NPA w młodym wieku (Lorena była po dwudziestce) i zginęły, ich pogrążeni w żałobie towarzysze wychwalali ich rewolucyjne zaangażowanie. Nie było żadnych wymówek ani udawanych aluzji, że kochały masy i po prostu chciały badać ich warunki życia.
Zaskakuje więc, że dzisiejsze pokolenie wydaje się nieświadome tego precedensu, kiedy ich starsi „gardzili ukrywaniem swoich poglądów i celów" i „otwarcie deklarowali, że ich cele można osiągnąć jedynie przez siłowe obalenie wszystkich istniejących warunków społecznych".
Debaty o statusie kombatanta odwracają uwagę od prawdziwej kwestii: uczczenia tego, co jej aktywizm dla niej znaczył. Istnieje też powód, by podejrzewać, że Alyssa i jej towarzysze znaleźli się w Toboso nie tylko w celach badawczych czy guerrilla tourism.
Wywiad przeprowadzony 7 lutego przez prowadzącego Rapplera Johna Nery'ego z byłym partyzantem NPA z Mindanao Eddiem Quitoriano nasuwa taką możliwość. Jak ujmuje to Quitoriano, miejskie komitety Partii wysyłają studentów do stref partyzanckich, by zwiększyć ich bojowość, podczas gdy NPA przyjmuje ich z nadzieją, że niektórzy dołączą do oddziału partyzanckiego.
Nie wiemy, czy Alyssa została zaproszona lub rozważała pozostanie w Negros. Być może naprawdę musiała zbadać tragiczny stan społeczności Toboso. Ale jak Quitoriano mówi Nery'emu na początku wywiadu, jeśli ktoś chce jedynie poznać warunki życia biednych, zanurza się w tamtejszych społecznościach. Jeśli ktoś spędza dużo czasu z partyzantami, najprawdopodobniej zostaje zaznajomiony z mechaniką walki zbrojnej. A jeśli ktoś przypadkowo spotka oddział NPA podczas społecznego badania społeczności, powinno to być jedynie przelotne spotkanie z oczywistych względów bezpieczeństwa.
Sprowadzanie jej do roli aktywistki/cywilki niewinnie uwikłanej w strzelaninę umniejsza znaczenie jej radykalnego zaangażowania. Alyssa, podobnie jak wcześniejsza aktywistka studencka, która spotkała ten sam los, Rachelle Mae Palang, już poświęciła się walce za biednych, pozbawionych i uciskanych. NPA uhonorowała Palang, nadając jej imię jednemu z dowództw. Nie jestem pewien, czy Alyssa zostanie obdarzona tym samym statusem, skoro sklasyfikowano ją jako zwykłą studentkę na co dzień.
I nic nie sprawia większej przyjemności oczom żądnych krwi elementów państwa niż zaprzeczanie szlachetności jej czynu.
Być może jest jakiś sens w utrzymywaniu jej w tej wąskiej roli. Istnieje bowiem kilka cech odróżniających dzisiejsze pokolenie aktywistów i radykałów od ich poprzedników.
Pokolenie to jest produktem rozłamu i zajmuje się ożywianiem ruchu, który nigdy nie powrócił do swojej świetności. Są produktami sekciarskich waśni i opierają się na emigracyjnych podsumowaniach Sisona dotyczących lat 80. i 90., które doprowadziły do prawie upadku CPP. Nie wyłonili nowych intelektualistów zdolnych ocenić zmieniającą się filipińską gospodarkę polityczną od czasu, gdy Sison napisał PSR. „Biblia" Rewolucji jest przestarzała, analitycznie słaba i nieaktualna jako wskazówka polityczna.
Wnuki i wnuczki pokolenia FQS stają wobec systemu politycznego, który być może nadal opiera się na trzech „izmach", ale przybrał zupełnie inną materialną postać.
Gospodarka polityczna to wzmocniona na nowo demokracja kacykowska, zdominowana przez odporne, hegemoniczne klany regionalne i prowincjonalne (nie tylko ziemian), dawne elity Marcosa i gospodarkę napędzaną przez sektor usług — częściowo działającą za granicą i częściowo obsługującą amerykańskich konsumentów w nocy. Rolnictwo stanowi teraz zaledwie 7–9 procent PKB; to niezbyt wiele jak na „bazę społeczną imperializmu" lub wiarygodną „bazę tyłową" dla NPA. Japońskie, singapurskie i południowokoreańskie kapitały są obliczem „imperializmu" w kraju, nie Stany Zjednoczone.
Technologia i nowe taktyki usprawniły walkę z powstaniem. Drony, noktowizja i silniejszy wywiad wiejski dają Siłom Zbrojnym Filipin przewagę nad NPA, której najważniejszym technologicznym „przełomem" pozostaje prowizoryczny ładunek wybuchowy (IED). To pierwsze okazało się bardzo skuteczne w rozmontowaniu baz partyzanckich na Mindanao, niegdyś goszczącym największe oddziały NPA CPP. Dowództwo Mindanao armii partyzanckiej jest teraz skupione wąsko wokół Północnego Cotabato i okolic, których bezpieczeństwo jest po części gwarantowane przez islamski MILF.
Nawet Uniwersytet Filipin (UP) — rzekome kuźnia rewolucjonistów — zmienił się. Jego liberalna strona obumiera, gdy bractwa, które teraz rządzą UP, forsują STEM i obsługę gospodarczą, poświęcając humanistykę i nauki społeczne (Wydział Sztuki i Literatury, siedziba największego programu UP — języka angielskiego, od ponad dekady nie ma własnego budynku). Nawet kontemplacyjne życie intelektualne zanikło: główna biblioteka, Gonzalez Hall, pozostaje zamknięta i nie zostanie ponownie otwarta do 2030 roku.
Nie kto inny jak obecny rektor UP był najbardziej szczery, gdy 15 lipca 2025 roku oświadczył: „Stawiam swój rektorat na Wydziale Inżynierii", nazywając Wydział Inżynierii przyszłą „potęgą transformacyjnych badań i rozwoju narodowego". Każdy z jego fanów i byłych towarzyszy powinien wyzbyć się przekonania, że ten były aktywista wciąż inspiruje się radykalnym krytycznym myśleniem, które przyswoił od swoich profesorów humanistyki i nauk społecznych.
Nie pomaga fakt, że jego akademicy i absolwenci nadal chwalą się „krytycznym myśleniem" będącym „tatak UP". Tak nie jest.
Na każdą radykalną Alyssę przypada setki osób, które doceniają logikę i metodę bogacenia się i korporacyjności. Liczba zapisów na wydziałach nauczających, powiedzmy, marksizmu czy nawet nacjonalizmu, jest znikoma w porównaniu z biznesem i ekonomią. Preferowanym myśleniem ekonomicznym na Uniwersytecie Państwowym jest keynesizm, a kursem — filipińskie środowisko biznesowe. Studenci tłumnie zapisują się na inżynierię nie po to, by zostać kolejnym Rodolfo Salasem (przewodniczącym CPP po Sisonie), lecz kolejnym Isidro Consunji.
Zderzenie idei, które UP jako rzekomy akademicki rynek wymiany ma pielęgnować, jest równie nieistniejące. Każda dyscyplina trzyma się swojego toru, a każde stanowisko ideologiczne woli rozmawiać ze swoimi wyznawcami, zamiast zapraszać odmienne poglądy na swoje sympozja.
UP przypomina mniej anarchię targu Divisoria, a bardziej nowe, wysterylizowane, zadbane Dili-mall, gdzie różne stragany są wygodnie od siebie odseparowane.
Ostatni raz miała miejsce „debata" tego rodzaju po upadku Marcosa, kiedy Centrum Studiów Trzeciego Świata gościło urzędników państwowych (w tym wojskowych), by dyskutować o polityce, stając w obliczu intensywnej, pełnej szacunku krytyki ze strony studentów i kadry akademickiej. Jeszcze wcześniej Philippine Collegian sponsorował niegdyś wymianę między twardogłowymi zwolennikami priorytetu klasy nad wszystkim a małą grupą feministek z Makibaka.
UP jako rynek zderzających się idei, z którego studenci mogą czerpać wiedzę i dokonywać wyborów, jest mitem.
Wszystko to dzieje się w czasie, gdy państwo przechodzi do ofensywy — z płynną integracją przemocy w stylu Duterte z strategiami antypartyzanckimi, z koncepcją NTF-ECLAC, że strefy (czerwone i białe) należy zneutralizować, a ich mieszkańców wypędzić lub rozstrzelać, aż po śmiercionośną moc „red-taggingu".
Ale choć jest to bolesne, jest to również czas na nadzieję na najlepsze, na inspirowanie.
.
W wywiadzie o swojej powieści o Rewolucji Francuskiej, A Place of Greater Safety, pisarka Hilary Mantel rozmyślała, że każde pokolenie musi toczyć własną rewolucję. Myślę, że dzisiejsi radykałowie muszą wymyślić, jak prowadzić własną wojnę, stając wobec systemu, który okazał się bardziej odporny. Ale nie mogą tego zrobić bez własnych bohaterów i męczenników.
Jak najbardziej opłakujmy śmierć Alyssy. Ale oddajmy jej też należną cześć za to, że być może rozważała zaangażowanie się w zmianę społeczeństwa poza zwykłym, banalnym hasłowaniem na schodach Palma Hall na UP. – Rappler.com
Patricio N. Abinales przeszedł na emeryturę po wykładaniu polityki Azji Południowo-Wschodniej i Filipin na Uniwersytecie Hawajskim w Manoa. Pracuje nad książką o Uniwersytecie Filipin i stanie wojennym.

