Alan Peter Cayetano jest teraz przewodniczącym Senatu. Trzynastu senatorów poparło zmianę przywództwa – pospiesznie zebrana koalicja z jednym celem: ochroną jednej rodziny.
To, co wydarzyło się w ubiegły poniedziałek, nie było reorganizacją Senatu. Był to napad dokonany w świetle dziennym, mający na celu stłumienie politycznego wpływu głosowania Izby Reprezentantów, która po raz drugi postawiła wiceprezydent Sarę Duterte w stan oskarżenia.
Zakończenie tego politycznego spektaklu jest już napisane. Większość zamierza pogrzebać sprawę, którą 257 członków Izby Reprezentantów uznało za wystarczająco wiarygodną, by przekazać ją Senatowi. 257 prawodawców, którzy głosowali za postawieniem wiceprezydent w stan oskarżenia, przekroczyło liczbę 215, którzy podpisali jej wniosek o impeachment w zeszłym roku. Wyraźnie sprawa przeciwko niej stawała się silniejsza z upływem czasu. I właśnie dlatego senatorowie Duterte musieli przejąć kontrolę nad przywództwem Senatu.
W swoim inauguracyjnym przemówieniu jako przewodniczący Senatu Cayetano upierał się, że zmiana przywództwa nie ma nic wspólnego z impeachmentem wiceprezydent. Głosił o świętości procesu. To jest znak rozpoznawczy Cayetano – cytujący Pismo Święte, samozwańczy patriota, którego moralizatorstwo jest odwrotnie proporcjonalne do jego faktycznych osiągnięć moralnych.
Blok Duterte kontroluje teraz Senat. Administracja Marcosa, pewna tydzień temu, że ma przewagę, została ponownie przechytrzona. (Pewnego dnia ktoś musi napisać książkę zatytułowaną Jak wygrać prezydenturę i nadal przegrać narodową agendę.)
Wiceprezydent potrzebuje tylko dziewięciu głosów, aby uniknąć skazania. Ma głosy do uniewinnienia. Ma nadmiernie uległego przewodniczącego Senatu, który będzie przewodził pogrzebaniu sprawy o impeachment. Senat dał wiceprezydent ochronę przed polityczną burzą.
Krótka dygresja, bo trzeba to napisać: senator Ronald „Bato" dela Rosa, który ukrywał się od listopada, pojawił się w poniedziałek jak człowiek, który właśnie przypomniał sobie, że musi iść do pracy.
Ukrył się w zeszłym roku po niepotwierdzonych doniesieniach, że Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK) wydał nakaz aresztowania (MTK potwierdził istnienie zapieczętowanego nakazu w poniedziałkowy wieczór). Były naczelnik policji krajowej pojawił się na tyle długo, by oddać decydujący głos na Cayetano, po krótkim, graniczącym z komicznym, pościgu przez korytarze i wyjścia ewakuacyjne budynku Senatu przez agentów Krajowego Biura Śledczego (NBI) uzbrojonych w nakaz MTK.
Kilka godzin po tym, jak pomógł zainstalować Cayetano, Dela Rosa został objęty ochroną senacką. Cayetano wprowadził Senat w stan blokady i uznał agentów NBI za winnych obrazy sądu. Podkreślił, że Senat nie pozwoli na jego aresztowanie w Senacie, wygodnie zapominając o aresztowaniu ówczesnych senatorów Antonio Trillanesa i Leili de Limy w izbie podczas administracji Duterte. Pod rządami Cayetano, niegdyś czcigodna izba jest teraz przystanią dla zbiegów oskarżonych o zbrodnie przeciwko ludzkości, a wkrótce prawdopodobnie także dla senatorów oskarżonych o korupcję, grabież i malwersacje w związku ze skandalem kontroli przeciwpowodziowej.
Wróćmy teraz do większej tragedii.
Ustaleń komisji sprawiedliwości Izby Reprezentantów nie można odrzucić jako pogłosek lub politycznej destrukcji. Wiceprezydent stoi w obliczu oskarżeń o niewyjaśnione bogactwo, nadużycie funduszy poufnych oraz groźby wobec życia prezydenta i członków jego rodziny. Komisja Izby głosowała 53–0 po stwierdzeniu uzasadnionego podejrzenia, a plenum zatwierdziło te ustalenia superwięką.
Zgodnie z Konstytucją mandat Senatu polega na rozpatrzeniu sprawy, a nie na jej pogrzebaniu w kwestiach proceduralnych, nie na jej odesłaniu i nie na przeciąganiu czasu do momentu zmiany politycznych wiatrów.
Ale ten Senat pod rządami Cayetano nie będzie sądem. Będzie operacją ratunkową.
Najsmutniejsze jest to, że instytucja i kraj zasługują na coś lepszego. Senat został zredukowany do domu spokojnej starości dla celebrytów, przedszkola dla dzieci starzejących się polityków, trampoliny dla ambicji prezydenckich, a teraz sanktuarium dla oskarżonych i tarczy dla możnych.
Kiedy Cayetano i senatorowie większości powołują się na Konstytucję, prawo i demokratyczny proces, powinni odpowiedzieć na proste pytanie: dla kogo?
Konstytucja, którą twierdzą, że czczą, wymaga niezwłocznego przeprowadzenia procesu. Demokracja, którą twierdzą, że chronią, wymaga rozliczalności. A ludzie, którym twierdzą, że służą, reprezentowani przez 257 przedstawicieli Izby, którzy głosowali za impeachmentem, oraz miliony, które obserwowały, jak wiceprezydent groziła życiu urzędującego prezydenta i jego żony, należy się wyjaśnienie, a nie zatuszowanie.
Senat uklęknął przed Duterte. Jedyne pytanie teraz brzmi, czy kiedykolwiek wstanie. – Rappler.com
Joey Salgado jest byłym dziennikarzem oraz praktykiem komunikacji rządowej i politycznej. Pełnił funkcję rzecznika byłego wiceprezydenta Jejomara Binaya.