Jamesa Hogana nie łatwo wyprowadzić z równowagi turbulencjami.
Były prezes Etihad Airways, który współtworzył model lotnictwa w rejonie Zatoki Perskiej, przeszedł przez szoki paliwowe, epidemię SARS, kryzysy finansowe, restrukturyzacje linii lotniczych i kolejne okresy regionalnej niestabilności.
Dlatego gdy Hogan mówi, że odbudowa zniszczonych przez wojnę linii lotniczych i branży turystycznej w rejonie Zatoki Perskiej to kwestia czasu – a nie tego, czy w ogóle nastąpi – jego słowa mają wagę.
„To nie jedyne miejsce na świecie, które doświadczyło wojny lub konfliktu" – mówi AGBI. „W każdym kryzysie ludzie zatrzymują się, zmieniają kierunek, ale potem wracają. Z czasem zapominają."
Pytanie, jak mówi, brzmi: jak długo potrwa odbudowa. Jego szacunek to od 12 do 24 miesięcy po zakończeniu konfliktu.
Supplied
Bezpośrednie szkody były dotkliwe, a ZEA – kraj, z którego Hogan zarządzał Etihad – zostały dotknięte najbardziej. Irańskie ataki rakietowe i uderzenia dronów wymierzone były w infrastrukturę cywilną, w tym lotniska i atrakcje turystyczne, takie jak hotel Burj Al Arab w Dubaju, zadając ciężki cios branży turystycznej i lotniczej tego kraju.
Dubai Airports odnotowało 20-procentowy spadek liczby pasażerów. Według agencji ratingowej Moody's obłożenie hoteli w emiratach ma spaść do 10 procent w drugim kwartale, z 80 procent w lutym.
Choć Emirates Airline opublikowały w tym miesiącu rekordowe roczne zyski, Hogan szacuje, że trzej główni przewoźnicy w rejonie Zatoki – Emirates, Etihad i Qatar Airways – wycofali z rozkładów lotów na kwiecień 5,4 miliona miejsc i 18 000 lotów.
Hogan, który od początku konfliktu regularnie podróżuje do regionu i z powrotem, mówi jednak, że rozmowy w rejonie Zatoki Perskiej wyszły już poza zarządzanie zakłóceniami i koncentrują się na odbudowie popytu.
„Mówimy więcej o resetowaniu – jak przywrócić zaufanie."
Hogan, obecnie przewodniczący firmy doradczej Knighthood Global, wygłosił niedawno w Bangkoku prezentację, w której zapytał: „Co zostało uszkodzone?" Jego odpowiedź brzmiała: „Postrzeganie i zaufanie. Nie marka."
To postrzeganie – w obliczu kruchego zawieszenia broni – jest już „naprawiane" w miarę jak linie lotnicze przywracają częstotliwość połączeń, mówi.
„Myślę, że kryzys pokazał siłę rządu w ochronie kraju… jak zbudowali własne możliwości. [To] imponujące."
Hogan twierdzi, że geografia nadal jest przeznaczeniem. Położenie rejonu Zatoki Perskiej między Europą, Azją i Afryką zapewnia połączenia, z którymi niewiele regionów może konkurować.
Przed konfliktem Dubaj, Abu Zabi i Doha łącznie obsługiwały ponad 1400 lotów dziennie, obsługując około 14 procent międzynarodowego ruchu tranzytowego, według Tourism Economics.
„Ludzie zapominają, że mamy ogromne rynki tuż za progiem" – mówi Hogan.
„To okazja dla linii lotniczych, miejsc docelowych i lotnisk, by wspólnie przypomnieć rynkowi o unikalnych atutach węzłów w Abu Zabi, Dubaju i Dosze oraz rodzących się węzłów w Arabii Saudyjskiej."
Zdaniem Hogana ruch tranzytowy wróci w ciągu roku, ale ruch docelowy „prawdopodobnie zajmie trochę więcej czasu", by powrócić do poziomów sprzed kryzysu.
„Gdybym siedział na tym stanowisku, skupiłbym się bardzo na mapie moich mocy przepustowych i na tym, jak otwierać rynki, jak patrzeć na sezonowość i co robić, by zachęcać pasażerów" – mówi.
„Lepiej mieć samoloty w powietrzu niż stojące na ziemi. A to oznacza, że trzeba stymulować rynek."
Region zmaga się z brutalną krótkoterminową rzeczywistością ekonomiczną. Według Światowej Rady Podróży i Turystyki wojna kosztuje Bliski Wschód około 600 milionów dolarów dziennie w postaci utraconych wydatków turystycznych. Oxford Economics szacuje, że łączne straty w tym roku mogą sięgnąć 56 miliardów dolarów.
Turystyka jest głównym filarem gospodarki ZEA, odpowiadając za około 15 procent PKB, a Dubaj jest centrum wzrostu tego sektora.
Dyrektorzy Air France-KLM i Lufthansy, wraz z grupami lobbingowymi, wykorzystali również kryzys, by wskrzesić znajomą skargę: że Europa stała się zbyt uzależniona od przewoźników z Zatoki Perskiej dominujących w ruchu tranzytowym na długich dystansach.
„Moja odpowiedź brzmi: nie narzekaj, konkuruj" – mówi Hogan.
„W ostatecznym rozrachunku przewoźnicy z Zatoki, wszyscy oni, mają świetną ofertę usług, świetny produkt i europejskim liniom lotniczym bardzo trudno to dorównać.
„Jestem związany z tym regionem od długiego czasu. Kręcę głową, gdy ludzie wątpią, że Zatoka wróci do dawnej świetności."

