Trump wykorzystuje swoje uprawnienia wojenne, aby wzmocnić brudny sektor przemysłu paliw kopalnych, a komentatorzy internetowi kpią z tej umowy.
Ponad tuzin elektrowni węglowych ma skorzystać z planu wartego 700 milionów dolarów przy wsparciu ustawy Defense Production Act, wynika z wpisu starszej reporterki CBS z Białego Domu, Jennifer Jacobs.

„To obrzydliwe i haniebne, że prezydent Stanów Zjednoczonych rozdaje nasze pieniądze podatników śmiercionośnym i kosztownym elektrowniom węglowym, które sprawią, że Amerykanie będą chorować i jeszcze bardziej windować ceny energii elektrycznej" – powiedział Patrick Drupp, dyrektor ds. polityki klimatycznej Sierra Club, w rozmowie z The Guardian.
„Dlaczego?" – napisała dziennikarka Molly Jong-Fast.
„Więc teraz płacimy 700 mln dolarów na dotacje dla elektrowni węglowych, jednocześnie płacąc firmom 2 miliardy dolarów za niebudowanie morskich farm wiatrowych" – napisał klimatolog Zeke Hausfather. „Tyle w kwestii wolnego rynku."
„Sztuka zawierania umów" – zażartował dziennikarz Sam Stein. „Płacisz miliardy dolarów, żeby wyłączyć morskie farmy wiatrowe, a potem płacisz setki milionów więcej, żeby podtrzymać elektrownie węglowe."
„To kolejny krok w stronę gospodarki zarządzanej i odejście od wolnej gospodarki" – narzekał Marc Short, przewodniczący konserwatywnej organizacji Advancing American Freedom.
„Socjalizm dla Wielkiego Węgla" – zgodziła się postępowa dziennikarka Lauren Windsor.
„W jednej chwili przeszliśmy od dotowania samochodów Elona i zielonej energii do dotowania elektrowni węglowych" – napisało konto investingLive, publikujące wiadomości rynkowe.
Konserwatywny dziennikarz Brian Mistrot opisał ten ruch jako „Trump 101" w swoim wpisie.
„Płać miliardy, żeby zatrzymać projekty zielonej energii (nawet te prawie ukończone)" – napisał Mistrot. „Płać setki milionów na elektrownie węglowe, które zostaną zlikwidowane przez następną administrację Demokratów. Twoje pieniądze z podatków w akcji."