Podczas swoich lat w Białym Domu byli prezydenci Barack Obama i George W. Bush spotykali się niekiedy z krytyką ze strony zwolenników za nadmierne uleganie swoim doradcom ds. polityki — Obama środowiskom z Wall Street w kwestiach polityki gospodarczej, Bush jastrzębim neokonserwatystom w kwestiach polityki zagranicznej. Prezydent Donald Trump jest natomiast znany z otaczania się zagorzałymi lojalistami MAGA podczas swojej drugiej kadencji — model, który według byłej urzędniczki Rady Bezpieczeństwa Narodowego (NSC) i byłego Departamentu Stanu USA Emily Horne stanowi poważne zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych z wojskowego/polityczno-zagranicznego punktu widzenia.
Pojawiając się w podkaście The New Republic, „The Daily Blast", Horne ostrzegła, że nikt w Białym Domu Trumpa nie stanie do prezydenta w obliczu naprawdę złej decyzji.
Horne powiedziała gospodarzowi Gregowi Sargentowi — byłemu felietoniście Washington Post — „Kto naprawdę ma ucho prezydenta, to zawsze prawdziwa kwestia władzy i dostępu w każdej administracji, ale szczególnie w tej. Wszyscy wiemy, że Trump to prezydent, który bardzo słucha ostatniej osoby, z którą rozmawiał. Dlatego też ten, kto ma do niego dostęp, kto kształtuje jego opinię, to często po prostu osoba, którą słyszał ostatnio. Nie mam wątpliwości, że pracownicy służb bezpieczeństwa narodowego — cywile służący apolitycznie, wojskowi służący apolitycznie — robią to, co zawsze robią. Zbierają dane wywiadowcze, przygotowują oceny, przygotowują scenariusze pola bitwy i plany, i przekazują je dalej. Pytanie brzmi: czy cokolwiek z tego dociera?"
Była urzędniczka NSC/Departamentu Stanu kontynuowała: „I jedną z rzeczy, która jest naprawdę jasna, jest to, że Trump wyeliminował każdego, kto ma do niego dostęp i jest w stanie mu powiedzieć: »Panie prezydencie, to nie jest dobry pomysł«. Albo: »Panie prezydencie, jeśli pan to zrobi, oto pięć złych rzeczy, które mogą się przez to wydarzyć«. On nie chce tego słuchać. A żeby przeżyć na królewskim dworze Trumpa, trzeba być potakiwaczem lub pochlebcą. W tym Białym Domu nie ma już nikogo, kto mógłby mówić prawdę władzy."
Horne ubolewała, że choć wojna z Iranem „jest szalenie niepopularna w całym spektrum politycznym", lojaliści Trumpa w Białym Domu boją się kwestionować lub podważać jego politykę.
„W miarę jak koszty nadal rosną, dyplomacja nadal zawodzi, a chaos nadal panuje na całym Bliskim Wschodzie — nie tylko w Cieśninie Ormuz — bez końca w zasięgu wzroku" — powiedziała Horne Sargentowi — „to jest wojna, którą Trump całkowicie wywołał."

