Według nowej analizy The i Paper, ego Donalda Trumpa wydaje się być źródłem konfliktu z różnymi "zagorzałymi nacjonalistami" w jego administracji, a jego pragnienie, by być "kochanym i dziękowanym" koliduje z ich chęcią zaostrzenia działań przeciwko imigrantom i protestującym.
Administracja staje w obliczu narastających niepokojów w Minnesocie, gdzie w weekend funkcjonariusze federalni zabili kolejnego obywatela Ameryki, pielęgniarkę intensywnej opieki medycznej Alex Pretti. Ta śmierć, zaledwie kilka tygodni po zabiciu Renee Good przez funkcjonariusza ICE, zniechęciła coraz więcej Amerykanów do planów Trumpa dotyczących zaostrzenia polityki imigracyjnej, które już wcześniej obniżyły poparcie prezydenta w kwestii imigracji, jednej z jego kluczowych spraw.
Pisząc dla The i Paper w poniedziałek, James Ball napisał, że administracja jest w dużej mierze niezainteresowana niezadowoleniem i protestami wyborców Demokratów, a w rzeczywistości wydaje się "delektować" zadawaniem im bólu i cierpienia. Zabójstwo Pretti jednak odpycha coraz większą liczbę niezależnych wyborców, a nawet niektórych Republikanów. To stworzyło konflikt, argumentował Ball, między pragnieniem Trumpa, by być popularnym wśród wyborców spoza Partii Demokratycznej, a pragnieniem kluczowych postaci w jego administracji, by posunąć się jak najdalej w zaostrzaniu polityki imigracyjnej, jako część ich planu fundamentalnej przebudowy USA.
"Problem Trumpa w reagowaniu na ten samowyrządzony kryzys polega na tym, że podczas gdy większość amerykańskiej opinii publicznej nienawidzi tego, co widzą w Minneapolis, niektórzy w jego Białym Domu to uwielbiają. Po to przyszli do urzędu" - napisał Ball. "Trump jest otoczony przez zagorzałych nacjonalistów, którzy widzą w nim narzędzie do odbudowy Ameryki – a masowe deportacje są pierwszym krokiem do tego. Frakcja kierowana przez Stephena Millera i reprezentowana przez ambitnego wiceprezydenta USA J.D. Vance'a przewodzi temu twardemu ruchowi. Namawiają oni prezydenta, by posunął się dalej, niemal otwarcie szukając pretekstu do aktywacji ustawy o powstaniu, umożliwiającej wysłanie amerykańskich wojsk do amerykańskich miast."
Trump tymczasem chce na pewnym poziomie być postrzegany jako postać jednoczaca i wielki prezydent, co widać po jego niedawnym skupieniu się na projektach dziedzictwa. Ten instynkt, argumentował Ball, sprawi, że wycofa się w kwestiach takich jak Minnesota, gdy staną się one toksycznie niepopularne, pomimo ambicji jego czołowych urzędników.
"Główną przeszkodą stojącą na ich drodze jest sam Trump, który na pewnym poziomie wciąż chce być kochany i otrzymywać podziękowania od narodu, którym tak podzielająco rządzi. Nawet teraz narzeka na trudności w budowie nowej sali balowej Białego Domu, żałośnie zastanawiając się, dlaczego ktokolwiek miałby kwestionować prawnie projekt budowlany, który postrzega jako swoje dziedzictwo" - napisał Ball.
Kontynuował: "Trump jest małostkowym i mściwym człowiekiem, który chce zemsty na swoich wrogach, ale wciąż chce być postrzegany jako postać jednoczaca – nieraz mówił o swoim pragnieniu, by pewnego dnia być przedstawionym obok innych wielkich prezydentów na górze Rushmore. Trump nie patrzy na nagrania z Minnesoty i nie czuje przerażenia w taki sam sposób jak większość z nas, ale rozumie, że to dla niego złe – uwięzione między twardogłowymi, którymi się otoczył, a własnymi instynktami politycznymi."


