Według nowego raportu, Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego prezydenta Donalda Trumpa stosuje "tajną broń prawną" do celowania i inwigilacji Amerykanów.
Washington Post we wtorek przekazał historię emeryta, który znalazł się na jej celowniku po wypowiedzeniu się przeciwko sprawie deportacyjnej afgańskiego ubiegającego się o azyl.
"Zdecydował, że Ameryka, w którą wierzył, nie przetrwa, jeśli ludzie tacy jak on nie zabiorą głosu, więc w chłodny, deszczowy poranek na przedmieściach Filadelfii, Jon, 67-letni i niedawno przeszły na emeryturę, wmaszerował do swojego gabinetu i zaczął pisać" - szczegółowo opisał raport Post. "Właśnie przeczytał o sprawie Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego USA przeciwko Afgańczykowi, którego próbowano deportować. Imigrant, zidentyfikowany w śledztwie Washington Post z 30 października jako H, błagał urzędników federalnych o ponowne rozpatrzenie, mówiąc im, że talibowie zabiją go, jeśli zostanie odesłany do Afganistanu."
Emeryt powiedział Post, że uznał tę historię za "niemoralną", a po szybkim wyszukiwaniu w Google udało mu się znaleźć adres e-mail Josepha Dernbacha, głównego prokuratora w sprawie H, wymienionego w oryginalnej historii.
"Panie Dernbach, nie graj w rosyjską ruletkę z życiem H" - napisał w e-mailu. "Błądź po stronie ostrożności. Jest powód, dla którego rząd USA wraz z wieloma innymi rządami nie uznaje talibów. Zastosuj zasady zdrowego rozsądku i przyzwoitości."
Nieco ponad pięć godzin później otrzymał alert e-mail od Google informujący go, że "otrzymał proces prawny od organu ścigania zmuszający do ujawnienia informacji związanych z Twoim kontem Google", wymieniając proces jako wezwanie do sądu, a organ jako DHS. Niedługo po tym alercie "mężczyźni z odznakami" byli u jego drzwi.
To był przykład wezwania administracyjnego - narzędzia, na którym rząd federalny pod Trumpem coraz bardziej polega - ponieważ nie wymagają one upoważnień od sędziego ani wielkiej ławy przysięgłych. "Eksperci technologiczni i byli pracownicy agencji" powiedzieli Post, że tysiące takich wezwań jest wydawanych każdego roku, potencjalnie dziesiątki tysięcy. Są one "niepodlegające niezależnej kontroli, ich napisanie może zająć zaledwie kilka minut i, jak mówią byli pracownicy, urzędnicy w całej agencji, nawet na średnim szczeblu, otrzymali uprawnienia do ich zatwierdzania."
"Chociaż rząd USA był oskarżany za poprzednich administracji o przekraczanie praw i wytycznych ograniczających stosowanie wezwań, grupy zajmujące się prywatnością i prawami obywatelskimi twierdzą, że za prezydenta Donalda Trumpa Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego uzbrojił to narzędzie, aby zdławić wolność słowa" - wyjaśnił raport. "Dla wielu Amerykanów anonimowy funkcjonariusz ICE, w masce i uzbrojony, reprezentuje najbardziej zastraszający instrument Bezpieczeństwa Wewnętrznego, ale agencja często celuje w ludzi w znacznie bardziej tajny sposób."
"Nie ma wcześniejszego nadzoru i nie ma konsekwencji za jego nadużycie po fakcie" - powiedziała Jennifer Granick, prawniczka American Civil Liberties Union. "Ponieważ coraz bardziej jesteśmy w świecie, w którym demaskowanie krytyków jest ważne dla administracji, tego typu proces prawny jest dojrzały do tego rodzaju nadużyć."
W poście na X, Drew Harwell, reporter technologiczny Post, potępił te wezwania jako "kafkowską formę krajowej inwigilacji, zastraszającą Amerykanów za zgodną z prawem mowę."


