Z całym szacunkiem dla Sądu Najwyższego, przedstawiam te uwagi dotyczące jego uchwały w sprawie Duterte vs. Izba Reprezentantów (GR Nr 278353, 28 stycznia 2026 r.), uznającej za niekonstytucyjne złożenie skargi o impeachment przeciwko wiceprezydent Sarze Duterte.
Stawiam następujące pytania:
Moja pokorna uwaga na temat niedawnej uchwały Sądu Najwyższego również przybiera formę pytań, ponieważ dla mnie wywołuje ona więcej pytań niż odpowiedzi. Są one następujące:
Po pierwsze: Gdy Sąd Najwyższy na nowo zdefiniował znaczenie "dni sesyjnych", czy nie jest to dyktowanie precyzyjnego czasu i metody, według których Izba musi zarządzać swoim wewnętrznym porządkiem obrad, co najlepiej pozostawić jej decyzji i mądrości jako niezależnej, równorzędnej gałęzi władzy?
Po drugie: Skoro Konstytucja z 1987 roku nie zdefiniowała "dni sesyjnych", czy nie jest bardziej zgodne z logiką, by wnioskować, że takie pominięcie miało na celu uczynienie tego pojęcia płynnym, tak aby departament najbardziej tym dotknięty — Izba Reprezentantów — mógł sam ustanowić zasady definiujące ich zakres i miał tym samym elastyczność, by je modyfikować od czasu do czasu, z pokolenia na pokolenie, w miarę potrzeb?
Po trzecie: Czy przepisując dokładnie, jak i kiedy dowody muszą być udostępnione członkom Izby, nie kieruje się to w efekcie działaniami równorzędnego organu?
Po czwarte: Czy sposób, w jaki dowody są rozpowszechniane i analizowane w Izbie, nie jest dyrektywą operacyjną ograniczającą zdolność Izby do określania własnego wewnętrznego postępowania deliberacyjnego?
Po piąte: Czy przyspieszając liczenie poprzez definicję dni kalendarzowych, nie zmusza się Izby do harmonogramu, na który się nie zgadzała, a tym samym kontrolując tempo i przebieg sposobu, w jaki legislatura musi działać zgodnie z mandatem Konstytucji?
Po szóste: Czy Sąd Najwyższy nieumyślnie nie zasygnalizował, że żaden zakątek procedury legislacyjnej nie jest bezpieczny przed audytem sądowym pod płaszczykiem ochrony granic Konstytucji?
Ponownie przeczytałem uchwałę w sprawie wniosku o ponowne rozpatrzenie oraz główną decyzję. Zauważyłem, że w pierwotnej decyzji Sąd Najwyższy, moim zdaniem, już potwierdził — przynajmniej w sposób dorozumiany — że skargi zostały złożone w przepisanym terminie. Nie wydawało mi się, że zdefiniowanie znaczenia "dni sesyjnych" było główną kwestią. Ale w uchwale dotyczącej wniosku o ponowne rozpatrzenie Sąd Najwyższy nagle dokonał redefinicji i wydawał się mówić, że termin już upłynął. Czy mylę się w tej ocenie?
Zauważyłem również, że Sąd Najwyższy nie wyjaśnił swojego stwierdzenia w pierwotnej decyzji: "Członkowie organów kolegialnych NIE MOGĄ PONOSIĆ ODPOWIEDZIALNOŚCI za jakikolwiek impeachment oparty na decyzjach organów kolegialnych jako całości, zwłaszcza jeśli decyzje te dotyczą ich prerogatyw decyzyjnych." Czy istnieje wyraźna podstawa prawna i konstytucyjna immunitetu tylko dlatego, że decyzja została podjęta przez organ kolegialny taki jak Sąd Najwyższy?
Ale Sąd Najwyższy się wypowiedział. Jednak nie wierzę, że ta decyzja jest odporna na krytyczną debatę ze względu na jej dalekosiężny wpływ na doktrynę podziału władzy i na naszą demokrację. Sędziowie też są omylnymi mężczyznami i kobietami. Odizolowane sądownictwo zwolnione z krytycznej kontroli należy do minionej epoki. Były sędzia Sądu Najwyższego USA, Brewer, powiedział to doskonale:
"Błędem jest przypuszczać, że Sąd Najwyższy jest zaszczycony lub wspomagany przez mówienie o nim jako o czymś ponad krytyką. Wręcz przeciwnie, życie i charakter jego sędziów powinny być przedmiotem stałej czujności wszystkich, a jego wyroki powinny podlegać najswobodniejszej krytyce. Minął czas w historii świata, kiedy jakikolwiek żyjący człowiek lub grupa ludzi może być postawiona na piedestale i ozdobiona aureolą. Prawdą jest, że wiele krytyk może być, podobnie jak ich autorzy, pozbawionych dobrego smaku, ale lepiej wszelkiego rodzaju krytyka niż żadna krytyka. Płynące wody są pełne życia i zdrowia; tylko w spokojnych wodach jest stagnacja i śmierć." (Government by Injunction, 15 Nat'l Corp. Rep. 848,849)
A jako profesor prawa i były dziekan z pewnością będę nadal prowadził ze swoimi studentami prawa, w kontekście dyskursu akademickiego, debaty nad kontrowersyjnymi decyzjami. – Rappler.com
Mel Sta. Maria jest byłym dziekanem Instytutu Prawa Far Eastern University (FEU). Wykłada prawo na FEU i w Ateneo School of Law, prowadzi programy radiowe i na Youtube oraz jest autorem kilku książek o prawie, polityce i bieżących wydarzeniach.


