Uczony z prawicowego think tanku argumentował w sobotnim artykule redakcyjnym, że najnowsza polityka antyimigracyjna prezydenta Donalda Trumpa zamieni banki w "policję obywatelstwa".
"Prezydent Trump podobno rozważa wydanie zarządzenia wymagającego od instytucji finansowych sprawdzania obywatelstwa klientów, co jest ciekawym odejściem od głoszonych przez administrację obaw o ciężar biurokracji i debanking" - napisała Solveig Singleton z Competitive Enterprise Institute dla The Hill. Chociaż twierdzą, że ma to na celu usunięcie osób nielegalnie przebywających w Stanach Zjednoczonych, Singleton stwierdziła, że "ta polityka tylko wyniesie podejrzliwość ponad wolność słowa, prywatność, sprawiedliwość i uczciwość".
Singleton argumentowała dalej, że wymaganie od klientów banków weryfikacji ich obywatelstwa "skaziłoby istotne relacje Amerykanów z bankami i kasami oszczędnościowo-kredytowymi wzajemną nieufnością". Wielu prawdopodobnie przeniosłoby swoje pieniądze do nieformalnych sieci finansowych dostarczanych przez ich rodzinę, społeczność lub instytucję religijną, z których niektóre są podatne na wykorzystywanie do działalności przestępczej.
Nawet ci klienci, którzy nadal korzystaliby z legalnych instytucji bankowych, byliby narażeni na działalność przestępczą, ponieważ "oszuści zrobią wszystko, aby wykorzystać okazję do zasypywania klientów fałszywymi żądaniami. Jak można by oczekiwać, że zdezorientowani seniorzy zrozumieją, że nie mogą zapłacić rachunku za energię elektryczną z konta otwartego dziesięciolecia temu, ponieważ nie przedstawili dokumentów na czas? Czy legalny rezydent ubiegający się o obywatelstwo musi aktualizować swoich dostawców usług finansowych na każdym etapie procesu?"
Libertariański uczony podsumował: "Federalne ustawy zabraniają firmom świadczącym usługi finansowe informowania klientów o wysyłaniu raportów z nadzoru do władz. Ale proszenie o udowodnienie obywatelstwa przy codziennych okazjach to ingerencja, którą ludzie na pewno zauważą. Być może prawodawcy zapamiętają, że zirytowani klienci banków są także wyborcami".
Podczas gdy Trump podwoił swoją politykę antyimigracyjną, społeczeństwo amerykańskie coraz bardziej ją odrzuca. W ankiecie Washington Post obejmującej 2300 osób, 39 procent wyborców poparło Trumpa, podczas gdy 60 procent było mu przeciwnych. Spośród Amerykanów, którzy nie aprobują Trumpa, 57 procent wymieniło politykę imigracyjną jako najgorszą rzecz, jaką zrobił jako prezydent. Następnie gospodarka z 33 procentami, przy czym 29 procent obwiniało jego cła za trwający marazm. Respondenci szczególnie krytykowali Trumpa za "zatrzymywanie i deportowanie imigrantów bez przeszłości kryminalnej", wyposażanie "ICE we wszystkie uprawnienia", praktykowanie "stylu Gestapo w deportowaniu nielegalnych imigrantów... nawet zabijanie co najmniej dwóch obywateli USA. Jesteśmy 'narodem imigrantów'" i zasadniczo "wszystko z ICE, deportowanie imigrantów itp."
Podobnie na początku marca Konferencja Biskupów Katolickich Stanów Zjednoczonych, grupa "reprezentująca hierarchię katolicką w Stanach Zjednoczonych", złożyła do Sądu Najwyższego opinię amicus curiae argumentując, że zarządzenie wykonawcze Trumpa dotyczące obywatelstwa z urodzenia "w swojej istocie, ta sprawa nie jest wyłącznie kwestią statusu obywatelskiego lub Czternastej Poprawki. To jest kwestia tego, czy prawo potwierdzi lub zaprzeczy równą wartość tych urodzonych w naszej wspólnej społeczności - czy prawo będzie chronić godność ludzką wszystkich dzieci Bożych".
Pisząc dla The New Republic na początku marca, były reporter polityczny Washington Post Greg Sargent zidentyfikował imigrację jako jeden z trzech kluczowych obszarów polityki, które mogłyby zniszczyć drugą prezydencję Trumpa.
"Rozważmy trzy największe wydarzenia w naszej polityce w tej chwili" - napisał Greg Sargent dla The New Republic. "Właśnie dowiedzieliśmy się, że gospodarka straciła 92 000 miejsc pracy, zwieńczenie okropnego roku pod względem tworzenia miejsc pracy. Prezydent Trump zwolnił powszechnie pogardzaną Sekretarz Bezpieczeństwa Krajowego Kristi Noem, kluczową architekt jego masowych deportacji. A doniesienia wskazują, że zabicie dziesiątek irańskich dzieci w wieku szkolnym mogło być dziełem Stanów Zjednoczonych".


